Jarosław M. Gruzla
 << 1   2   3   4   5  6   7   8   9   10  >>
PIEŚNI WIDZENIA
więc milczy w niebycie.
Niby istnieje, a poza tym, co jest?

Wszystkość trwa tylko przez mgnienie.
Rodzi się, zmienia i rozpływa.
Niby istnieje, a poza wszystkim, co żyje?

W blasku pierwotnej przestrzeni rodzi się to, co zrodzone.
Poza niebytem staje się to, co jest sobą.
Niby z łona istnienia, ale czy To jest tym?

W morkach wiecznej otchłani – nic, nigdy i nigdzie.
W tym jest ukryty wszechwymiar.
Niby tym jest jednoupunktowienie, ale czy to jest uświadamiane?



Tak naprawdę nie ma tego, czego się nie przenika.
W trwaniu wszystkości i w świadomości zjawisk.
Niby tak się doświadcza mroku, jednak jak jest naprawdę?

Otchłań – nie ciemność zrodzona z przestrzeni.
Jedno – nie wielość w nasieniu potencji.
Niby to da się rozpoznać, jednak czy umysł tego dokona?

W Tym, co się nigdy nie staje nie ma niczego.
Ni zjawisk, ni ich początku, ni uświadomienia.
Niby nie d pojęcia, lecz skąd to pozapoznanie?

Tak w ponadświadomym Istność istnieje otchłanią.
W mrokach wieczności i w pozadoznaniu
niby się nie jest świadomym, lecz skąd to milczenie?


Polska, Mazury Zachodnie, Las pod miastem Morąg, 12.06.2017


sakṣin


VIII

Tan blask jest wszystkim i niczym,
bo po prawdzie on jest nieobecny.

To światło jest wszystkoujawniające,
ale poza światłem swojej własnej natury.

To Jedno jest jedynoistniejące,
lecz nie można powiedzieć, że tutaj istnieje.

Ta prawda obejmuje wszystkie punkty widzenia,
jednak nie ma nic wspólnego z prawdą i z fałszem.

Ta Rzeczywistość jest w pełni absolutna,
kiedy jednak na nią spojrzeć jest nie do poznania.

Ten żar jest wszystkoprzeszywający,
ale tylko poza tym, co znane ujawnia się moc.

Ten mrok jest jakby nieprzebyty i wszystkopochłaniający,
lecz skoro tak, to nie może być pomyślany.

Ta otchłań jest niczym nieoznaczona,
jednak w niej zapada się to nic.

Ta pełnia wypełnia sobą siebie,
lecz coś sprawia, że jest czymś i nie jest zarazem.
To Pustość, więc nie można jej ograniczyć,
zdefiniować, ujrzeć i czymkolwiek wypełnić.

To Czystość, która istnieje jako nieokreślone,
ale czy to oznacza, że jest nieistniejąca?


Polska, Mazury Zachodnie, Las pod miastem Morąg, 12.06.2017


puruṣa


IX


Więc teraz to jest tak,
że skupienie w stanie jogi
zupełnie naturalnie
dosięga najwyższej jogi.

Poza przejawem i nie,
bez pamięci i przenikania,
poza skalaniem nieświadomością
tak, jakby to było tu-i-teraz.

Więc poprzez bramę serca,
nurt świetlistego strumienia
dociera do szczytu szczytów
i tam po tysiąckroć zasiada.

Poza sztywnością dyscypliny,
bez wizualizacji i planów,
poza skalaniem nieświadomością
tak, jakby to było tu-i-teraz.

Więc to jest taka joga,
że w mgnieniu jednego tchnienia,
dosięga miriadów diamentów
światła po tysiąckroć słonecznego.


Polska, Mazury Zachodnie, Las pod miastem Morąg, 12.06.2017

yoga


X

Nawet, jeśliby spróbować odnaleźć drogę na szczyt
i w głębi kosmicznego indygo zapaść się,
jak w nocnych wodach rodzimego morza.

Nawet, jeśliby skupić umysł na odgłosach wiatru
i w porywach orkanu odczuwać napór mas,
które w przestrzeni mają powietrzny charakter.

Nawet, jeśliby ze smakiem zjeść wyrobione
tymi rękoma masło i wsłuchać się w pracę jelit,
które żyją swoim życiem i swoją pracą.

Nawet, jeśliby zaplanować następny dzień,
z wyjazdem do sklepu, załatwianiem codziennych spraw,
jakby się było każdą z migrujących w ten sposób istot.

Nawet, jeśliby zachwycić się na youtube gitarowymi riffami,
które wydają się równie kosmiczną grą, co cykady,
co oglądane za dnia fruwające liście lip.

Nawet, jeśli to wszystko się jakoś wydarza,
to już po wieczność,
nie powstanie tu żaden obraz.

Polska, Mazury Zachodnie, Las pod miastem Morąg, 30.10.2017

kuśala



Widzenie w południe


I


Widzę to. Delikatne kwilenie – czyj to śpiew?
W oknie falowanie drzew – zlane plamy zieleni.

Wychodzę w świat. Ni to chłód powietrza, ni gorąco,
ale ziemia rozgrzana i kwiaty żyją kolorami.

Spod krzewu gramoli się ropucha. Do słońca?
To wszystko tutaj samo na siebie spogląda.

Pojedyncze skrzeki znad stawu. Dalsze rozmowy.
Błękit zarażający sobą wody – bez poruszenia.

Mimo to, co i rusz szelest liści przebija się.
Silnik traktora przybliża się, potem oddala.

Nic już więcej nie zostanie napisane. Tyle wystarczy.
To wszystko samo siebie tłumaczy. Bez słów.

Polska, Mazury Zachodnie, Las pod miastem Morąg, 30.05.2019

buddha


II

Nie wiedzieć. Bo i po co? I miło jest.
Jarzębina w słońcu. W tle przepływ chmur.

To właściwe być osadzonym w niezmienności,
ale pozwalać. By ciało, potok życia i świat

wciąż wypalał się. Mimo, że to boli,
to jednak to tylko kalka z bólu trwania.

Wspomnienie? Fakt naoczny? A może gra wrażeń?
Nie wiedzieć tak, jak wie ten, kto w bólu trwa.

Nie spotykać już siebie, ale widzieć go w ich oczach,
jak lśni w słońcu, a tak naprawdę to tylko
 << 1   2   3   4   5  6   7   8   9   10  >>
 Słowa
 Słowa
Jarosław M. Gruzla
fot.


Wersety o Nieograniczoności, Kraków 2010
Smak teraz, Elbląg 2003
Kolej transsyberyjska, Świdnica 1998






Hosted by Onyx Sp. z o. o. Copyright © 2007 - 2026  Fundacja Literatury w Internecie