Jacek Dehnel
Kogo zabił Hieronim Szczur? Bo wiemy z kim. (cz. I)
Nie jestem krytykiem literackim, proszę więc nie traktować tego jak rzetelnej recenzji, ale raczej jak zapis wynurzeń i iście Dorniańskich podejrzeń czytelniczych, którymi dzielę się z Państwem z powodu czytelniczego zadziwienia. Trafiła otóż w ręce moje niepozorna książeczka, wydana w 1997 roku w krakowskim wydawnictwie CASSIOPEIA. Autor: Hieronim Szczur. Tytuł: "Lunatycy w nieogrzanym cyrku". Oho, myślę sobie, będzie strasznie. Obracam - a tam cuda-wianki, Stanisław Balbus chwali, Julian Kornhauser chwali, Jarosław Markiewicz chwali. A w środku jeszcze ciekawiej: posłowi mianowicie sam Świetlicki Marcin. "Przebóg!" zakrzykłem głosem wielgim, zignorowałem straszliwy tytuł i zagłębiłem się, ehem, w tkankę tekstu.

Na początek cytaty. Pound, Rimbaud, Bunuel i Proust. Już one świadczą o niepowszednich umiejętnościach poety Hieronima Szczura, bo naprawdę trzeba się postarać, żeby na kilku tysiącach stron przez Prousta napisanych znaleźć taką oto perełkę, godną pani Verdurin w ataku migreny: "Byłem jak anioł, który strącony z raju spada w płaską rzeczywistość". W konkursie na najgorsze cytaty z najwybitniejszych pisarzy miałby on z pewnością zapewnione miejsce na podium.

Dalej idą już wiersze. Sporo erotyków, takich pisanych "z całej siły", takich, co to je można przeczytać na głos w towarzystwie, wzbudzając salwy śmiechu:

o poranku i o zmierzchu konamy ze zmęczenia:
skóra, pot, paznokcie, ślina - samiec i samiczka
próbujący rozerwać schemat; twoja brodawka
przypomina mi rozgniecionego karalucha - szepczę
i tryskam kolejną porcją spermy, zboczeniec -
mówi oburzona i mimo tego przytula się;

(Rozerwać schemat)


Ale sutki to nie tylko karaluchy, to również niesamowite końcówki piersi, / małe, pulsujące stożki wulkaniczne; piersi to - czytam dalej - kwiaty kapryfolium, / wyjęte z opowieści Szeherezady (pokryte zresztą pyłem, takim samym jak u Botticellego - ciekawy to przyczynek do biografii tego wybitnego skądinąd malarza; nigdy jak dotąd nie słyszałem, że miał piersi, a tym bardziej, że były pokryte pyłem), piersi to także oddział legionistów Juliusza Cezara, / którzy odpoczywają w obozie / między dwoma wzgórzami / przed decydującym atakiem, jak również dwie twarze boskiego Króla / drżą jak tajemnicze namioty na pustyni. Nie trzeba chyba dodawać, że ów boski Król ma także twarz trzecią, co to ukrywa się między twoimi udami / jak wilk; owa twarz to także (już na sąsiedniej stronie) najpiękniejsza oliwka; gdzie indziej iście proteuszowo przemienia się po raz kolejny: twoje uda i piersi, mówię, / to bardzo soczyste / płaty mięsa; i jeszcze: między twoimi udami / leżą odcięte głowy ryb / czy może być coś lepszego / niż soczyste płaty mięsa.

Jeden erotyk przytoczę w całości, godzien jest bowiem prowincjonalnego turnieju jednego wiersza o tematyce miłosnej:

Bitwa pod Akcjum
Krystynie

leżymy w mokrej pościeli
przekłuci kolcami jałowca
zwanego pożądaniem;

ocieramy się o siebie
rozbite zmysłowe okręty
z rozprutymi żaglami;


proszę się nie zdziwić temu porównaniu się przez peela do Marka Antoniusza; porównuje się również do: Dantego, Kurta Cobaina i Perseusza, pisze kadisz za Ginsberga transelegię dla Ionesco, koresponduje z Miłoszem, wczuwa się w Zappę, otwarcie przyznaje się, że w jego krwi mieszka Kenneth Rexroth, i wreszcie nazywa samego siebie Jasnowidzem. Im dalej tym zabawniej. Książeczka bowiem mieści ledwie 26 utworów, a upstrzona jest nazwiskami, cytatami, nazwami miast i tytułami piosenek jak mały bezsensowny leksykonik lektur i zachwyceń autora; Dante pojawia się z sześć razy, ale, sądząc po jakości tekstów, poecie najwyraźniej wystarcza przywoływanie Danta zamiast jego rzetelnej lektury. I tak jest wszędzie: nie zmierzenie się z tradycją, ale rzucenie nazwiska, bez ładu i składu. Bo nie tylko Kurt Cobain trochę jak Dante, ale i na przykład Guillaumowi de Machaut (zm. 1377) śni się Caravaggio (ur. 1571) - co zresztą i tak nie boli, bo wiersz w żaden sposób nie odnosi się ani do pierwszego, ani do drugiego.

Taki nawyczek ma swoją nazwę, jest to name dropping. Name dropper to osoba, która nie może powiedzieć najprostszego zdania nie wspominając kogo sławnego poznała, spotkała, zobaczyła po drugiej stronie ulicy. I takim właśnie poetyckim name dropperem jest Hieronim Szczur: rzuca nam przed oczy korowód nazwisk, z którego nic nie wynika. Tu Celan, tam Holan, tu Ginsberg, tam Ionesco, tu Beckett tam Rilke. Loyola przekłuwa prezerwatywy, Mickiewicz i Puszkin okradają staruszki, Chrystus gra na saksofonie pod pomnikiem Getza, itp., itd. Czasem ten zabieg Szczur prowadzi jeszcze dalej, nie obcyngala się, po prostu całymi szeregami pisze nazwiska i nazwy: Lancelot, Odyseusz i Byron; Proust i Celine; Łaba, Mozera, Ren;

c.d.n.
Jacek Dehnel
fot. Emilian Snarski


Lala, Wydawnictwo W. A. B., 2006
Ph. Larkin - Zebrane, Biuro Literackie 2008
Ekran kontrolny. Biuro Literackie 2009
Saturn,Wydawnictwo W.A.B., 2011
Rubryki strat i zysków, Biuro Literackie 2011


Się pisze.


Blog o międzywojennych zbrodniach:
http://www.tajnyde...


Felietony w Wirtualnej Polsce:

http://ksiazki.wp....

"Uratować babcię" - Marty Mizuro recenzja z "Lali" w portalu Onet
http://czytelnia.o...

"„Lala” i cacka(nie) kulturalne" (A. Kropkiewicz, recenzja "Lali")
http://www.regalow...

"Bez płaczów, dąsów i rzucania mięchem" - wywiad (K. Mikurda, Biuro Literackie)
http://www.biuroli...

"Na dwoje Gombrowicz wróżył" - wywiad (A. Nowaczewski, Undergrunt)
http://undergrunt....


www.nieszuflada.pl

www.martagornicka....


(inne linki w bibliografii)


Hosted by Onyx Sp. z o. o. Copyright © 2007 - 2017  Fundacja Literatury w Internecie