Marcin Orliński
Przerosty, surowa łąka, wnętrze baśniowego snu
„Twórczość Marcina Orlińskiego, podparta świetną znajomością polskiej literatury, łączy energię młodości z głębokim namysłem formalnym, co sprawia, że nawiązuje się w niej oryginalny dialog z tradycjami literackimi. Mało jest takich pisarzy tego pokolenia tak ciekawie konfrontujących poetyki nowoczesne z klasycznymi”.

Marek Bieńczyk



„To najszybsza z dotychczasowych książek Marcina Orlińskiego. Zabiegi czyta się właściwie nie wiadomo kiedy. To coś w rodzaju notatek z wakacji nad morzem, kilkuzdaniowych obserwacji, wrażeń, wspomnień, porównań. Dziwne, że składając się z takich scenek, z takich obrazków, Zabiegi mają jednak precyzyjną konstrukcję, i zdumiewające, że przy takim nagromadzeniu banalności mówią jednak rzeczy istotne. Dotykają czegoś, co jest zbiorowym polskim doświadczeniem”.

Bohdan Zadura



„Zbiór próz Marcina Orlińskiego wykazuje pokrewieństwo z małymi utworami, obserwacjami, podsłuchami Mirona Białoszewskiego. Ale to wszystko przepuszczone jest przez bardzo osobisty filtr osobowości kogoś, kto ma inne poczucie humoru i zna się na filozofii, i także na 'obrotach języka', różnych dykcjach tekstowych światów współczesności”.

Krzysztof Lisowski



„A więc powieść w odcinkach przechodzi do formatu facebooka, równie dobrze więc wpis facebookowy można przenieść w tradycyjny, papierowy format książki prozatorskiej. Tak właśnie zrobił Marcin Orliński w swojej najnowszej książce Zabiegi. Wiele z jej fragmentów czytałem wcześniej na jego profilu facebookowym, w formie lapidarnych, błyskotliwych, dowcipnych wpisów, bazujących na banalnych z pozoru obserwacjach otaczającej rzeczywistości. A może zresztą było odwrotnie – wpisy owe od razu były pisane z myślą o większej całości”.

Jakub Sajkowski



„Siedzący nigdy nie zrozumie biegnącego. Trzeba więc odłożyć na bok wszystkie zsiadłe teorie, wyjść z siebie i pobiec w miasto z Marcinem Orlińskim. Świat się szerzej otworzy i ciekawiej zaznaczy dla bezinteresownych biegaczy”.

Zbigniew Machej



„Marcin Orliński skupia dwa odmienne kierunki jednej drogi: staje się nawiedzonym i zarazem nawiedzającym. Tkwi pomiędzy słowami w beznadziejnym klinczu nie po to, aby tkwić, lecz by je wyszarpywać, przetrącać im karki, ustawiać w różnych pozach, byle nie w szeregu. Być może ów wyczuwalny klincz sprawia, iż poeta ofiarowuje nam książkę ze wszech miar udaną, a momentami wręcz wyśmienitą. Odgrywa własną, bardzo unikatową opowieść posługując się wyjątkowo rzadkimi liniami melodycznymi. Wielbi dysonans. Nie stroni od lingwistycznych zawirowań, lecz nie ulega im zbyt mocno. Liczy się 'mięso'. Przerosty. Surowa łąka, w której wydeptuje się fragmenty krzyku”.

Bartłomiej Majzel



„Świat tworzony przez Marcina Orlińskiego, to świat tkwiący w tekście, zamknięty w szarpaninie, jaka powstaje w oparciu o konsekwentnie wprowadzane zabiegi poetyckie. Równocześnie to świat zbudowany z kawałków rzeczywistości, przypominający sen, bo tkwią w nim obok siebie różne elementy pozornie ze sobą niekojarzone; mamy więc do czynienia ze swoistą metaforyką, metaforyką marzeń i koszmarów, wspomnień i teraźniejszości, zmian i stałości”.

Michał Domagalski



Drzazgi i śmiech Marcina Orlińskiego stanowią bez wątpienia poetycki traktat o zmianie. Traktat ponowoczesny, dodajmy – klasyczne rozumienie ruchu jako 'motus' zostało w tym tomiku bowiem odsunięte poza plan świata przedstawienia. Obraz zawarty w książce zdominowany został przez ruch rozumiany jako poruszenie, to jest – jako 'movement'. Gilles Deleuze nazwałby to chaosmosem. Świat, w którym brak struktur porządkujących poza przepływem czasu i zmianą, porównałby zapewne do znaku barokowej fałdy, do kunsztownej, obficie zdobionej draperii, która nieustannie podlega przemodelowaniu. Odyseja świadomości w tomie Orlińskiego zostaje przerwana w połowie, statki argonautów roztrzaskują się o rafy – pozostają, jak głosi tytuł zbioru, tylko drzazgi i śmiech”.

Karol Samsel



„Zazdroszczę Marcinowi Orlińskiemu tytułu Parada drezyn, bo mało jest tak dobrych definicji zbioru wierszy. Te dwa słowa w sposób funkcjonalny i nowoczesny ustawiają poezję wobec świata, poetę wobec poezji i czytelnika wobec tekstu. Przy okazji sprawiają, że ów czytelnik bardzo chętnie udaje się z autorem na spacer 'tam, gdzie kiedyś mieszkali partyzanci z plastikowymi karabinami', a 'teraz po pijanemu łamie się gałęzie'. Świetnie dobrane rekwizyty, starannie wyselekcjonowane obrazy z przeszłości i z głową dozowane emocje – to główne atrakcje tej niebanalnej przechadzki”.

Darek Foks



„Przestrzeni w wierszu wystarcza na tyle, by płytko zaczerpnąć oddechu przed przeczytaniem kolejnej frazy. Materia płynie tutaj gęstym, zawiesistym nurtem. Ma w sobie coś z pierwotnego chaosu. Zachowuje przy tym wszakże wszystkie swoje cechy, rozciągając się poza horyzont doświadczenia, a nawet – poza granice intuicji. Dalej sięga tylko metafora. Poeta pokornie ulega kaprysom pamięci. Jednak nad przenośniami panuje doskonale i – przyznajmy – ma do nich wiele szczęścia. Pewnie dlatego nowe wiersze Orlińskiego najlepiej odbierać wrażeniowo, poprzez emocje i skojarzenia”.

Piotr Wiktor Lorkowski



„W liryce Marcina Orlińskiego niewątpliwie należy zwrócić uwagę na wątki miłosne, niesłodkie i nieegzaltowane, poprowadzone tak, że stanowią wyraz naturalnego zawierzenia, na ogół wyzwalającego od lęku i niepewności. Ale samego autora warto także docenić na kilku odmiennych polach. Choćby dlatego, że sporo inwestując w idealizm, udało mu się obronić swój własny wiersz i przed banałem, i przed popisową konfabulacją. Moim zdaniem przede wszystkim dlatego, że - sporadycznie spotyka się ten typ rozłączenia - Marcin Orliński stworzył świat na znacznym obszarze zdeformowany, ale nie złowieszczy: 'Żarówki rosnące na gruszy. Fantastyczne neony /oplatające miejskie baobaby. Ekranizacje. Arytmia stukotu / palców o klawiaturę. Linki i bannery. Zapach wieczoru / i smak minut, które dopiero nadejdą. Przyciąganie od strony / bordowego błysku na samym dnie nocy. Pływający portal / o potrójnym dnie. Jasność. Niekończąca się opowieść'”.

Roman Honet



„W wierszach Marcina Orlińskiego (Mumu humu) zainteresowało mnie zaangażowanie po stronie poezji nieużytecznej, ściągającej na manowce wszelkie tęsknoty za jednoznacznością praw i obowiązków poety. Nie na darmo jeden z ważniejszych tekstów nosi tytuł W obronie solipsyzmu. Padają w nim słowa kluczowe, które odczytuję jako prośbę o to, żeby nie instrumentalizować poezji, żeby jej – mówiąc słowami poety – 'nie pożerać'. Należy pozwolić na to, by mnożyła się, krzewiła bez przeszkód, swobodnie”.

Karol Maliszewski



„To dom nader fantazyjnie umeblowany: obfitymi w szczegóły obrazami, łączonymi luźno na zasadzie strumienia skojarzeń; sekwencjami barwnych widzeń wydobytymi jak gdyby z wnętrza baśniowego snu, wreszcie kilkoma dopracowanymi neologizmami. Pomimo dynamiki, kalejdoskopowości, nie zauważymy tutaj najdrobniejszego objawu rozchwiania. Poprzez spoistość tekstury prześwituje wiara w moc poetyckich, a pewnie również życiowych, wyborów”.

Piotr Wiktor Lorkowski



„Marcin Orliński pochyla się nad każdym słowem, smakując jego wartość, znaczenie i tkwiące w nim klimaty. Wnikliwość spojrzenia i wrażliwość na słowa powoduje, że nic nie uchodzi uwadze podmiotu, który patrzy, obserwuje, zapisuje, jakby od tego miała zależeć harmonia świata. To, co nazwane staje się ciałem, co zapamiętane, staje się rzeczą, której można dotknąć ('pamięć o śniegu jest śniegiem')”.

Marta Fox

Marcin Orliński, Warszawa 2014
fot. Inka Radomska


Mumu humu, Kraków 2006
Parada drezyn, Łódź 2010
Drzazgi i śmiech, Poznań 2010
Płynne przejścia, Mikołów 2011
Zabiegi, Poznań 2014




marcinorlinski.pl


Hosted by Onyx Sp. z o. o. Copyright © 2007 - 2017  Fundacja Literatury w Internecie