Aneta Kamińska
Poetka, tłumaczka, polonistka. Urodziła się w Szczebrzeszynie, pochodzi z Zamościa, mieszka w Warszawie. Pracuje jako lektorka języka polskiego dla obcokrajowców. Autorka tomików: "Wiersze zdyszane" (Zamość 2000), "zapisz zmiany" (SDK, Warszawa 2004) oraz "czary i mary (hipertekst)" (Warszawa 2007; wersja internetowa hipertekstu: www.czary-i-mary.pl). Tłumaczy najnowszą poezję ukraińską. Wydała zbiory przekładów wierszy Nazara Honczara "Gdybym" (2007), Hałyny Tkaczuk "Ja i inne piękności" (2011), Chrystii Wenhryniuk "Długie oczy" (2013) oraz autorskie antologie: "Cząstki pomarańczy. Nowa poezja ukraińska" (2011), "30 wierszy zza granicy. Młoda poezja ukraińska" (2012) oraz "Wschód - Zachód. Wiersze z Ukrainy i dla Ukrainy". Współredaktorka i współtłumaczka antologii "Portret kobiecy w odwróconej perspektywie. 12 poetek z Czech, Słowenii i Ukrainy" (2013). Stypendystka Ministra Kultury (2008, 2013).
z cyklu: autoportret szczątkowy. ostatnie wiersze nazara honczara napisane przez anetę kamińską
autoportret przed podróżą

ja –
garnka car i czar
o dziej
się
gotuję
do drogi
na amen
i trzy pacierze


autoportret szczątkowy

ja rozbite
na na zar za raz
z gar nie
garn ki i hon czar ki
znosi się
nawzajem


autoportret z podłogi

nieraz nazar potrzaskany
pozlepia się do kupy
i wyrabia dalej
cuda niewidy
pobite
gary


autoportret w zawodzie

garncarstwo
garnczarstwo
wierszolepienie
na zamówienie
i niemówienie


autoportret w przekładzie

czy tam
ja
migoczę
czy tam
ty
śmigo
czesz
(prze
ze
mnie
się
na
ciesz)


autoportret w kamieniołomie

kamienie łomię
i łamię w krzyżu
krzyżując się
i plany mocząc
do
zgon
nie
na
dnie


autoportret pod kwiatami

pod przed za między
kwiatami
pieśń
nad
pleśniami


autoportret w mokrej glinie

tam się ulepię
od
nowa
do
słowa
(sława bogu
ojcu
i synkowi)

(Warszawa, czerwiec 2009)
Dziennik
07-01-12 13:04
Z wielką radością i przyjemnością informuję, że przygotowana i przetłumaczona przeze mnie antologia "Cząstki pomarańczy. Nowa poezja ukraińska" po kilku latach wzlotów i upadków ukazała się wreszcie nakładem Narodowego Centrum Kultury i Korporacji Ha!art w ramach projektu Europejski Stadion Kultury. Tutaj jest pierwsza zapowiedź: http://ha.art.pl/wydawnictwo/katalog-ksiazek/2182-aneta-kaminska-czastki-pomaranczy-nowa-poezja-ukrainska.html
19-01-11 16:47
Wiersz interaktywny "autoportret szczątkowy" z cyklu "autoportret z martwą naturą. ostatnie wiersze nazara honczara" bierze udział w konkursie na internetowy wiersz roku portalu "Ha!art". Jeśli macie ochotę, proszę o wsparcie tego projektu polsko-ukraińskiego. ;-) Głosować można tu: http://ha.art.pl/wiadomosci/1598-wybory-wiersza-roku-2010-portalu-haart.html Wiersz jest interaktywny, wiec trzeba klikać i mieć włączone głośniki, żeby się coś działo. ;-)
29-11-08 16:42
Wszelkie nowości dotyczące potyczek z językiem polskim - na blogu www.wszczebrzeszynie.blog.pl, a relacje z postępów pracy nad antologią poezji ukraińskiej (oraz inne historie ukraińskie) - na nowym blogu www.marszrutka.blog.pl.
24-10-06 21:34
Od wczoraj do końca tygodnia odpowiadam na pytania w biblionetce (www.biblionetka.pl) w cyklu "Spotkania z pisarzem". Wszystkich, którzy chcieliby mnie o coś zapytać, serdecznie zapraszam. ;-)
12-04-06 20:50
Pałac Starej Książki (2)

szampańsko

Potem był już maj, i Mironalia, miałam na sobie tę słynną czerwoną sukienkę, szłam ulicą Tarczyńską, Mironalia już dogasały, robiło się miłe popołudnie, powoli zbierałam się do domu i wtedy spotkałam Pawła Leszczyńskiego i Lukę, chyba rozdawali jakieś ulotki. Przyjdź na imprezę, wieczorem w Pałacu Starej Książki, rozwiązanie konkursu.

W Pałacu Starej Książki.

Krótka walka ze zmęczeniem i wrodzoną niechęcią do imprez i już jadę na Działdowską, jestem za wcześnie, a może to impreza jest za późno, na dole smętnie gra na flecie jakieś dziewczę, kobieta w czerni pokazuje mi drogę na górę, Kawiarenka Poetów, głosi szyld nad salą, czy raczej salonem. Kawiarenka Poetów, dreszcz, przeznaczenie, cokolwiek to ma oznaczać, nic innego, tylko przeznaczenie.

Wchodzę do tej kawiarenki, staroświecko, salonowo urządzonej, czuję się dziwnie, nikogo nie znam, dobrze chociaż, że mam na sobie tę sukienkę, mogę udawać, że wszystko jest na swoim miejscu, zwłaszcza ja, przycupnięta pod ścianą. Ani Pawła, ani Luki jeszcze nie ma, w ogóle mało ludzi, dystyngowana starsza para oglądająca jakieś obrazy czy figurki, jego skądś znam, no, oczywiście, że znam, bo to Wacław Sadkowski, jak się później okazuje. Staruszek antykwariusz miota się bez ładu i składu, coś wnosi, coś wynosi, zaczynać, nie zaczynać, kobieta w czerni i rozporkiem po tyłek (jakaś kochanka czy co?) roznosi jakieś szklanki, coś sobie pani życzy do picia, podchodzi do mnie, jest sok grejpfrutowy, pytam, pewna, że jestem w kawiarence (poetów), kobieta marszczy czoło, mamy tylko napój pomarańczowy, dobrze, niech będzie. Przynosi, nie wiem, płacić nie płacić (to kawiarenka czy salon?), ale nikt nie płaci, mamy trzysta kanapek, trzeba to wszystko zjeść, mówi w biegu antykwariusz, kanapek trzysta, a osób z piętnaście.

Jeszcze gubienie się i mylenie, rękami machanie, wchodzenie, wychodzenie, i wstęp już zrobiony, o jakimś konkursie, o starym Chińczyku, laureaci mają coś czytać, na razie nie wiedzą, gdzie mają siedzieć, gdzie tu właściwie jest scena. Odbierają nagrody, czytanie ma być później, ale laureatka zaczyna już czytać, dobrze, niech czyta teraz, ja tam nie umiem organizować, mówi antykwariusz rozczochrany (wchodząc-wychodząc bez przerwy), kobieta z rozporkiem przemyka się, to z tacą, to bez tacy, laureaci czytają (a gdzie tu poezja?), bard brzdąka na gitarze (a gdzie muzyka?), cały czas mam problem, w czym by tu wzrok utkwić (siedzimy jak w salonie, więc wszystkich i wszystko widać). Jakaś przerwa się wreszcie robi, chyba wnoszą jedzenie i alkohol, wychodzę na taras, są już Luca i Paweł, bardziej niż ja zadomowieni, jemy, pijemy, dalej nie wiem, kto jest kim, jakiś staruch coś do mnie uporczywie mówi, na wszelki wypadek odpowiadam półgębkiem (może to ktoś znany albo znajomy?), on zajmuje się głównie otwieraniem butelek szampana (kobieta w czerni się czai), ta pani mówi, że pana wiersze bardziej się jej podobały niż pierwsza nagroda, dorwał gdzieś laureata.

No nie, tego nie powiedziałam, żadne wiersze mi się nie podobały, żadne, to już tylko w myślach się buntuję, bo atmosfera jakoś nie sprzyja artystycznym happeningom. Upycham w sobie jeszcze parę kanapek, schodzę efektownie po schodach, zostawiam i salon, i pałac, i wieczór, i idę już Działdowską, Działdowską, potem Płocką, w głowie pełno szampana, wolno się idzie i wolno się myśli. Co za miejsce, co za miejsce, trzeba koniecznie coś z tym zrobić.

Trzeba coś z tym zrobić.

(www.antykwariat.blog.pl)
15-03-06 20:17
Pałac Starej Książki (1)

takie miejsca nie istnieją
To musiało być w kwietniu, bo szłam właśnie odebrać PIT z biura rachunkowego, to była środa (nie mam pojęcia, dlaczego to pamiętam), a ja szłam sobie ulicą Działdowską, pełna niepokoju zapewne, bo jakieś chude miesiące nastały, pracy miałam mało, za mało. Więc szłam sobie i nagle na murku zobaczyłam leżący szyld: Pałac Starej Książki Działdowska 8a, rozejrzałam się wokół, ale pałacu żadnego nie było, nigdy tam niczego takiego nie było, przecież mieszkam w pobliżu już kilka lat. Napis zaintrygował mnie mocno, poczułam mrowienie na plecach, Pałac Starej Książki, zaraz będę wracać z tym PIT-em, poszukam, co to może być.

Wracam, z mocnym postanowieniem odkrycia tajemnicy, wyśledzenia Pałacu, Starej Książki zwłaszcza. A ten ukrył się sprytnie, numeru 8a wcale nie ma, no, nie ma, jest tylko 8, chodzę po osiedlu, po jakiejś trawie, po błocie w końcu, zdesperowana, bo muszę, muszę go odnaleźć. Jest wreszcie, widzę szyld, zupełnie bez sensu szłam, jak zawsze, kiedy węszę jakąś tajemnicę, jakąś poezję, jest przecież droga cywilizowana, jakiś ogródek, brama, samochód nawet, duży, z logo Pałacu, chimera i tak dalej. Boże, to da się z tego żyć, ze starych książek, ktoś coś takiego stworzył, ten samochód jakoś najbardziej mnie przekonał. Wchodzę.

Jęk. Nie wiem, w którą stronę mam patrzeć, oczopląsu dostałam natychmiast, w pierwszej sekundzie, tyle książek, spadają z półek, przelewają się, mieszają, dotknąć, otworzyć, ale którą, Boże, którą.

- Zapraszamy do środka – słyszę nad sobą głos. No, tak, cały czas jestem w jakimś przedsionku, tylko w przedsionku. Staruszek antykwariusz i elegancka czarna kobieta stoją nade mną wyczekująco. – Czy jest... Miazga Andrzejewskiego? – podaję pierwszy tytuł, jaki mi przychodzi do głowy, a którego potrzebuję. Na pewno odpowiedział, że tak, oczywiście, bo zawsze tak odpowiadał, ona na pewno spytała, czy chcę do szatni, bo zawsze tak pytała, tak było na pewno, chociaż tego nie pamiętam, pamiętam już tylko moment, kiedy zostałam sam na sam z Salą Brązową, tak mi ją z dumą przedstawiono, z dumą uzasadnioną. Pełne regały, nie wiem, od czego zacząć, od której półki, od której książki. Zaczynam od A, niech będzie Andrzejewski, jest Andrzejewski, ale Miazgi nie ma, chociaż być miała, coś tu w ogóle poprzestawiane, nie do końca alfabetycznie (o święta naiwności moja!), patrzę niżej i wyżej, ale nie ma. Idę dalej, dotykam jakichś książek, na chybił-trafił, decyzji świadomej już podjąć nie potrafię, za dużo wrażeń, nie myślę. Otwieram przypadkowo przypadkową książkę, jakiś niesamowity fragment, o pisaniu, o tworzeniu swojego bohatera, znowu czuję ciarki, chyba cały czas czas je czuję, odkąd tylko zobaczyłam ten szyld. Otwieram inną, też coś przedziwnego, jakiś znak, drżenie serca (Boże, co to były za książki? nigdy ich chyba nie odnajdę).

Nie wiem, jak długo już tu jestem, w tej Sali Brązowej, chyba za długo siedzę tu sama, może lepiej, jak wyjdę, i tak za dużo wrażeń na dzisiaj, muszę tu wrócić innego dnia. Wychodzę, jakoś ciemno, nie wiem, gdzie iść, natrafiam w końcu na ten hall. Chyba coś mówię, że tyle tu książek, że takie miejsce, bo pamiętam odpowiedź: - To tylko jedna sala, zapraszamy do innych. Do innych już tylko zaglądam, nie mam siły, muszę ochłonąć, przemyśleć, pomyśleć.
Aneta Kamińska
fot. Paulina Rasińska


"czary i mary" (Warszawa 2007)
"zapisz zmiany" (Warszawa 2004)
Nazar Honczar, gdybym (Warszawa 2007)
Hałyna Tkaczuk, Ja i inne piękności (2011)


Wreszcie jest!

Aneta Kamińska, Cząstki pomarańczy. Antologia nowej poezji ukraińskiej, Narodowe Centrum Kultury-Korporacja Ha!art, Warszawa-Kraków 2011.




Hosted by Onyx Sp. z o. o. Copyright © 2007 - 2020  Fundacja Literatury w Internecie