Wojciech Giedrys
Dać mu szansę? [Piotr Makowski, „niektórzy mają się lepiej”]
Już sam tytuł debiutanckiej książki Piotra Makowskiego - „niektórzy mają się lepiej” - prowokuje. Chciałoby się napisać - większość ma się lepiej. Nie przekonuje mnie tom Makowskiego, 18-letniego olsztynianina. Ani język, ani forma, ani tym bardziej tematyka tych wierszy. Wiem, że można byłoby autora usprawiedliwiać magicznym słowem „debiut”. Ale ono już na mnie nie działa. Zbyt wielu debiutantom daje się dzisiaj taryfę ulgową: głaszcze się, dodaje otuchy, czeka na drugą książkę. Albo w ogóle nie pisze. Może to najlepsza z humanitarnych metod. No cóż - za późno.

Tragedia zaczyna się już od lektury dedykacji. Czy to w akcie desperacji, czy poetyckiego mrugnięcia w stronę płci pięknej (zdradzonych, zdradzających, porzuconych, porzucających, adorowanych i adorujących) w dedykacji stoi - „którejkolwiek”. Dalej może być już tylko gorzej. Makowski próbuje określić swoją tożsamość. Zadaje przeklęte pytania: kim i po co jestem. Jego przekleństwem staje się jednak to, iż zaczyna wierzyć, że złapał pana Boga za nogi i został poetą. Inni, choć wiele w tym kurtuazji, mrugania oczkami i wytrenowanej skromności, do takich wniosków dochodzą dopiero na emeryturze.

Poetów, poezji, pisania i innych parszywych, a zarazem kultowych dla grafomanów rekwizytów czy tematów, aż roi się w tych juweniliach. Rozmowa między poetami w wierszu „na żywo” z biegu staje się doniosłą rozmową o sprawach ostatecznych. Być może (choć wierzyć się nie chce) jest w tym trochę ironii: „widziałem poetów/ jak rozbijali sobie głowy/ o kant/ stolika”. Nie mam nic do pisania o poetach, ich ekscesach, autotematyczności, natchnieniach i muzach natchniuzach. Ale od poezji oczekuję czegoś więcej. Sięgania nieco głębiej. (Przynajmniej do treści żołądka.)

Nie przekonują mnie też dialogi z Eugeniuszem Tkaczyszynem-Dyckim. Bo ani w nich żadnej korespondencji poetyk, ani choćby namiastki wirtuozerii autora „Peregrynarza”. Nie omieszkam też dodać, że zabawy językiem Makowskiego, są liche. Przykłady można mnożyć: „nie boję się o niej pisać / choć jej imię fonetycznie zbliżone/ jest do/ bólu”. Czyżby rozwiązaniem tego marnego kalamburu była Izabela?

Makowski odkrywa także oczywistości: „bo świat/ to miejsce osamotnienia/ niezmierzone głębiny lądy/ i przestrzenie dzielą nas od siebie”. Jak wiele w tej frazie jest odkrywczości, nowatorstwa, płynięcia pod prąd wbrew obowiązującym trendom i modom poetyckim, a ile sugestywnych, wręcz namacalnych obrazów, po których zasnąć się nie da.
Jest też trochę o kobietach i obcowaniu z nimi – wszystko według oklepanych związków przyczynowo-skutowych: ona zrobiła to, ja zrobiłem to, jak ona tak, to ja tak, itp., itd. („śmierdziałem wtedy przy tobie”; „bo księżyc liże twoje piersi”), jest też o Bogu („Boga jednak nie ma”) i o śmierci też jest, bo o śmierci młodym pisze się najłatwiej („to musiał być rak”). I nastoletni alkoholizm: „poranne rany dezynfekuję multiwitaminą/ i wódką”.

A teraz pochwała: najciekawsza w „niektórzy mają się lepiej” jest okładka. To, co pomiędzy nazwałbym jedynie wprawkami albo palcówkami. Ćwiczenie języka, gimnastykowanie się z frazami czy zmaganie się z formą to chwalebne zajęcia, ale w domowym zaciszu, w szkolnym zeszycie tudzież na klastrach dysku twardego. A nie w druku…

Piotr Makowski, „niektórzy mają się lepiej”, Miejski Ośrodek Kultury w Olsztynie, Olsztyn 2005, 29 s.
Wojciech Giedrys
fot. Joanna Giedrys


Ścielenie i grzebanie, wyd. Mamiko, Nowa Ruda 2004, 32 s.






Hosted by Onyx Sp. z o. o. Copyright © 2007 - 2017  Fundacja Literatury w Internecie