Jarosław M. Gruzla
Author's log
April 2018
2018-04-24 18:11
[PARALINGWISTYCZNIE] Refleksja lingwistyczna absolutnie nam nie grozi. Ale dlaczego nie 'para'? W każdym bądź razie zastanowienie w pełni uzasadnione nad przyczyną refleksji - to już może być... Gdyby ktoś z przeciętnych Polaków czyli katolików zetknął się kiedyś z wyznawcami czy zwolennikami nauk Jezusa z kręgu wolnych chrześciajan (ale pewnie nie tylko), uderzyłoby go, że Ci nieortodoksi mówią do siebie (no i myślą o sobie) per 'bracie' czy 'siostro'. Natomiast w stosunku do nich samych czyli katolickich chrześcijan takich formuł nie zastosowaliby. Sprawa jest wcale nie błaha, a wynika z faktu, że owi wolni-jezusowi wyznawcy przyjęli chrzest śwadomie czyli będąc dorosłymi. Ochrzcili się, bo uwierzyli, zresztą zgodnie z tym, co głosił Jochanan ben Zekarijahu, i przyjęli chrzest w pełni władz umysłu. Jednych i drugich łączy poczucie bycia wierzącymi, jednak, co to dla nich znaczy? Jak to czują? Dla przeciętnego Europejczyka (i nie tylko) bycie świadomym nie oznacza od razu władzy rozpoznawania w sensie choćby psychologicznym. Może to deklarować, ale nie musi to wiązać się z wewnętrznym odczuciem, iż właśnie to, co deklaruje to również odczuwa. A jeżeli już coś w związku z tym czuje to może nie wiedzieć, czym to jest. Wiosną 2018 roku media śiatowe obiegła informacja, że ukraińska misja archeologiczna po 30 latach odnalazła w Afganistanie, uważanego za poległego dawnego żołnierza armii czerwonej rodem z Wołynia. Mniejsza o to, że ów czerwonoarmista w niewoli stał się islamskim Afgańczykiem i nie mówi po rosyjsku czy ukraińsku, dla nas istotne w tej informacji jest co innego. Gdy jego matka dowiedziała się o tym powiedziała, że zawsze czuła, iż syn żyje. W relacji prasowego goriljum (że wyrażę się zwrotem szczepańsko-błońsko-lemowskim: W. Orliński, Lem. Życie nie z tej ziemi, Wołowiec 2017, ss. 440), jakim się zdaje jest na naszym internetowym podwórku mediów 'Obiegówka', matka powiedziała: "Zawsze wiedziałam, że syn żyje". Dla, nie tylko przeciętnego dziennikarza, ale i innego specjalisty pewnie 'czuję' znaczy to to samo, co 'wiem'. I tutaj panuje między nami niezgoda. 'Czuć' to w świecie przeciętnych cywili, czyli bezrefleksyjnych zwolenników życia zorientowanego na zewnątrz to najczęściej Mont Everest lingwistyki czyli 'para'. Dlatego dla nich, jeśli już są bardziej wyrobieni synonimem 'czuć' jest 'wiem'. Ale najczęściej to oznacza po prostu 'wierzę' lubo jeszcze prawdziwiej 'chciałbym wierzyć'. I tak powinni mówić, ale czy sobie uświadamiają tę nie błahą, a zasadniczą różnicę? Niby powinni. Niby. Tak jak powiedzmy przeciętny specjalista od mądrości czyli filozof zatopiony w myśli zachodniej powołując się na takiego Platona (niemały dorobek filozofii europejskiej czy amerykańskiej, która jest prawie w całości przypisem do helleńskich poszukiwań sensu) powinien zdawać sobie sprawę, że jego idee sięgają tylko wyobrażeń (myśl + emocja) i ni jak się mają do poszukiwań choćby wedyjskich, a już na pewno jogicznych. Dlaczego? Odpowiedź znajdziemy w naukach i metodach jakimi posługują się zachodni luminarze szczęścia i wolności, a jakimi wschodni. A to wszysko prowadzi nas do tego czym jest 'prawda'. A prawdą jest, której wyzwolony już nie 'rozumie', czy nawet nie 'czuje' (nawet nie subtelnymi zmysłami), a na pewno nie 'widzi' lub 'rozpoznaje' tylko WIE, iż sanskryt przenosi 'daleko' albo 'wyższy' poziom sensu w swej operacyjnej strukturze niż jakikolwiek język europejski. Odbija czystą rzeczywistość tak jak łacina czy greka odbija dosłownie wyobrażenia o rzeczywistości. A to prowadzi nas do pomieszania lingwistycznego i nie jest z pewnością 'para'. Stąd terminy sanskryckie doprowadzić mogą do celu, mogą pomóc odkryć sens przy zastosowaniu odpowiednich metod, natomiast metody i terminy grecko-łacińskie potrafią zaprowadzić do komnaty krzywych luster. Ale któż czyta w sanskrycie (studia indologiczne same w sobie też nie załatwiają sprawy)? Prawda. Dlatego też tak ważny jest przekład (błogosławiony niech będzie Cyboran w swoim następnym, jogicznym wcieleniu), bo jedno uproszczenie czy błąd w poznaniu kończy się zamknięciem ścieżki do wyzwolenia. Ale poruszając się w kręgu języków przyrodzonych czyli zachodnich też można rozpoznawać i to nawet w porę, jak choćby Daniel L. Everett (Język. Narzędzie kultury, Kraków 2018, s. 23-4), który zafascynowany misją wśród indian amazońskich w ramach Wycliffe Global Alliance skończył ostatecznie jako lingwista, choć nie 'para'. Jednakże nie wszyscy tak mają i sobie to chwalą (vide: Beata Woźna). A co to oznacza dla nich? Na pewno nie są to zabawy lingwistyczne. A ponieważ to nie jest raczej przeciętne życie, stąd nie można powiedzieć, iż 'chcą wierzyć', a raczej - 'wierzą' i w tym wypadku może to oznaczać, że 'czują'. (WYPISY WYZWOLENIA 22)
Jarosław M. Gruzla
fot. M. Malinowski


Wersety o Nieograniczoności, Kraków 2010
smak teraz, Elbląg 2003
Kolej transsyberyjska, Świdnica 1998


Od maja 2010 r. do nabycia w krakowskim Wydawnictwie Miniatura (http://www.miniatura.info.pl/) jest najnowsza książka poetycka pt. Wersety o Nieograniczoności. Starsze książki: Kolej transsyberyjska i Smak teraz są do nabycia u autora.




Hosted by Onyx Sp. z o. o. Copyright © 2007 - 2018  Fundacja Literatury w Internecie