Jarosław M. Gruzla
Dziennik
Grudzień 2016
2016-12-31 03:25
[PODRÓŻE. TAKIE NIE-ZWYCZAJNE] Tak się złożyło, że przez jakiś czas miałem dostęp do takiej zdobyczy cywilizacyjnej jaką jest telewizja. Co za spotkanie! Zapach stęchlizny i smak... zwątpienia: omijanie nieprzeliczonych reklam, potykanie się o wątpliwej wartości dialogi, poszukiwanie czegoś, na czym można by 'zawiesić oko' i tkwienie w jakimś, takim uwiądzie. Ale powiedzmy sobie - gapienie się 'bez sensu' ma w zhakowanym świecie wartość prawie mistyczną (a 'prawie', robi zasadniczą różnicę). Można poziewać, w końcu opróżnić dokładnie pęcherz, zdążyć z przyrządzeniem sałatki jajecznej i przemyśleć jakieś życiowe czy tygodniowe przedsięwzięcie. Można wzbić się na poziom refleksji niedostępny w świecie rodzinnych obowiązków i zawodowych pasji. Więc ziewam, opróżniam kilkakrotnie pęcherz, pałaszuję wielojajeczne przysmaki i tkwię tak bez-myślnie, bez objawień, przypomnień i jakichś dodatkowych sensów. Wspomnienie: haiku pn. 'Podróże' - trzy wersy, za bardzo enigmatyczne i za konkretne, ale dobre na 'rybkę', dla 'Kolei transsyberyjskiej'. 'Podróże' - jak to brzmi!? Bezcieleśnie i bezpłciowo. Przestrzeń pełna treści - oto czego potrzeba wyobraźni... I tym jest telewizja. Treścią, która zastępuje sens. Odpowiedzią bez ważkiej informacji. Kołtunem, który odzwierciedla wewnętrzne zapętlenie. Ale to działa. To takie bieganie za własnym 'ogonem', żeby nie dać sobie odczytać Siebie. Ale i w takim uwięzieniu zdarza się coś ponad bezsensownego. No więc po kolejnej interwencji pilota natknąłem się na reportaż z podróży Marka Kamińskiego do Santiago de Compostela (autor wydał w 2016 roku książkę, pt. Trzeci biegun, opisującą tę pielgrzymkę). Bohater, którego odgrywa niejako polski podróżnik - sam, ale nie osamotniony (vide - ekipa filmowa, spotykani wędrowcy i mieszkańcy mijanych miejsc w Europie) osadzony jest w takiej rustykalnej prezentacji, niby wewnętrznej Camino. 'Niby', bo to niespełnione marzenie bohatera, ale i celowe zamierzenie reżyserskie. Ewidentnie. Jeden z napotkanych, francuskich sklepikarzy stawia tam celną diagnozę: 'On idzie, bo ma czas (czytaj: pieniądze), podąża za czymś, co jest do odkrycia w sobie, on po prostu się tak bawi swoim życiem'. Ale bohater odchodzi i nie słyszy tej cennej uwagi. W kolejnej odsłonie (reportaż dzieli się na dni pielgrzymkowe) z kolei Podróżnik spotyka prowincjonalnego kolekcjonera sztuki nowoczesnej, który snuje wynurzenia: 'Sztuka jest dla mnie takim medium, które sprawia, iż zapominam samego siebie, zapominam ego'. Sam natomiast bohater próbuje iść 'poza-myślami': skupia się na pokonywaniu kolejnych kilometrów i medytuje ze znajomym filozofem na sposób buddyjski, czy siedząc, zatapia się w sobie. I tak ciągle zbliża się do celu podróży. Wśród spotkanych pielgrzymów jest jeden, który szuka podobnie jak on, czegoś, co jest tak blisko i zwierza się: 'Kiedy oddaliłem się już od swojego domu, a do celu pozostało jeszcze tak dużo drogi, zdałem sobie sprawę, że jestem tylko w tu i teraz'. Reportaż nie kończy się w średniowiecznym sanktuarium, lecz nad brzegiem oceanu, jak nad przepaścią, gdzie rozpada się dotychczasowe życie pielgrzyma. Ot taka nie-zwyczajna podróż, która z perspektywy telewizji jest 'wypasioną' ucztą prawie 'duchową'. Zresztą i z perspektywy nietelewizyjnej byłaby to podróż wewnętrzna. Bo to, do czego jest przyzwyczajony odbiorca 'cywilny' i 'u-duchowiony' sprawia, że pielgrzymka staje się nie lada wyzwaniem. Ale jest tak, że kiedy mówimy o poszukiwaniu, to nastawiamy się na proces, a nie na cel. Że kiedy mówimy o zapominaniu ego, to nie przekraczamy siebie tylko zamykamy się na krótko w zapomnieniu, a to nie jest tym samym. Że kiedy odrywamy się na jakiś czas od spraw zaprzątających nam głowę to to nie jest bycie w wiecznym tu-i-teraz. W reportażu, w pielgrzymkowych 'kolorach' odmalowano bardzo, bardzo wstępne fazy ścieżki 'nie-duchowej' (przekroczenie ego jest celem nie do wyobrażenia dla przeciętnego oglądacza telewizji, dziennikarza relacjonującego polityczne wydarzenia czy specjalisty-komentatora lubo polityka więc to na pewno nie jest ścieżka na 'szczyt szczytów'). Oni wszyscy pozostają zaprzątnięci tym, czym jest celowość czy twórczość z poziomu ego. I kiedy egzystują w różnym stopniu egoistycznie (centrum tej egzystencji jest ego, bo jakże mogłoby być inaczej, kiedy kieruje nimi świadomość zjawiskowa), to dla nich taka podróż to jest 'wow'. I wówczas mówią: 'duchowa'. Ale 'prawie' robi zasadniczą różnicę, której na imię NIE-TO. (DZIENNIK ANGELKINA 30)
Jarosław M. Gruzla
fot. M. Malinowski


Wersety o Nieograniczoności, Kraków 2010
smak teraz, Elbląg 2003
Kolej transsyberyjska, Świdnica 1998


Od maja 2010 r. do nabycia w krakowskim Wydawnictwie Miniatura (http://www.miniatura.info.pl/) jest najnowsza książka poetycka pt. Wersety o Nieograniczoności. Starsze książki: Kolej transsyberyjska i Smak teraz są do nabycia u autora.




Hosted by Onyx Sp. z o. o. Copyright © 2007 - 2017  Fundacja Literatury w Internecie