Paweł Lekszycki
Born in 1976. A poet and a literary critic, chief editor of the "Kursywa" Literary Magazine. Editor of a poetry book series "Kontrapunkty" put out by a Youth Centre of Crative Work in Dabrowa Gornicza. His press debut (in "Opcje") took place in 1997; his poems were published in "Arkadia", "Fraza", "Kwartalnik Artystyczny, "Kartki", "Pro Arte", "Studium", "Kresy", "Akcent", "HA!art", "Nowy wiek", "Topos" i "Nowa Polsza".
JAŚKI ALBO MODA NA GORĄCO
I nie miłować ciężko, i miłować
Nędzna pociecha, gdy żądzą zwiedzione
Myśli cukrują nazbyt rzeczy one,
Które i mienić, i muszą się pasować.


Mikołaj Sęp Szarzyński


I. W blasku i błysku

Błyszczące kreacje wciąż modne,
lecz, proszę pani, rządzą się teraz
innymi prawami. Połyskujące materiały
muszą być monochromatyczne.

Tu nie ma miejsca, ma miła,
na barwnego pawia!

Nowością jest „gnieciony”,
metaliczny kolor.


II. Na wysokości

Z przodu masywnie, z tyłu
strzeliście! Sam szyk. Pan jest
taki kolorowy, jarmarczny i jeszcze
to pana połączenie ze skarpetką!

O, udziwniony do granic możliwości!
O, na niebotycznie wysokim,
bogato zdobionym obcasie!

Bucie!

Bucu!


III. Jak wolisz?

Mała, ale już nie czarna? Bacz na to,
z kim i jak się wozisz po mieście,
kochany. Królować będą sukienki mini
w soczystych i energetycznych, ba,
agresywnych kolorach.

Pożądane marszczenia i asymetrie!

Jak wolisz – na górze
albo na dole?


IV. Krój prosty

Artystyczny nieład oraz figury
geometryczne, na przykład koło
lub trójkąt? Tak dwubiegunowe
nadruki pojawią się na wiosennych

strojach. Zasady są rygorystyczne:
surowa kolorystyka i wzór regularny
na fantazyjnie skrojonych sukienkach.

Nieład i szaleństwo kolorów
tylko przy kroju prostym.



V. Torba gadżet

To już nie przepastny worek.
Ani klasyczna kopertówka. Co to,
to nie! To cudne (z imitacji
wężowej skóry, a już na pewno
w neonowym kolorze) maleństwo.

Ach, Pani, mieścisz się w dłoni! Brak paska
nadrabiasz oryginalnym kształtem:
pudełeczka? mydelniczki?

Kto kocha torebki w rozmiarze XL,
niech także je nosi

w dłoni.


VI. Maksi biżuteria

O, duże! O, wielkie! Ogromne!
Hej, Naszyjniki, Bransoletki, Kolczyki!
Odkąd do łask powróciła Skóra,
odkąd powrócili i Metal, i Plastik,
wyróżniacie się już nie tylko kolorystyką.

Ech, Wasze ekstrawaganckie,
a nawet kiczowate połączenia
to jest to, o co chodzi
w bieżącym sezonie!

Biżuteria musi krzyczeć.

Biżuteria musi krzyczeć!
Author's log
17-09-11 21:45
O TEMPORA! O MORES! O KURCZĘ!

Jest piękny, może być wrześniowy, poranek. Sobota lub wtorek. Tak czy inaczej nigdzie mi się nie spieszy, robię śniadanie, woda radośnie bulgocze w czajniczku. W takich chwilach lubię, gdy telewizor brzęczy za uchem. W telewizji śniadaniowej miła pani z miłym panem rozmawiają o urokach macierzyństwa. Za chwilę ta sama miła pani z innym, równie miłym jak poprzedni pan, panem śledzą bieżącą prasę i dyskutują o globalnym ociepleniu, wzroście kursu szwajcarskiego franka i grożącym zewsząd krachu finansowym. Potem znowu ciepła jak kluski rozmowa o nowych krojach T-shirtów z kobietą, która kilka dni temu założyła sklep z drogimi ciuchami. I nagle nóż z masłem chce wypaść mi z ręki, czajnik się krztusi, a chleb czerstwieje. Słonko za oknem pokrywa czarna jak smoła chmura, a z lodówki dobywa się chrobot martwego mięsa. Obok miłej pani w telewizorze siedzi teraz mroczny jak Dzień Sądu Ostatecznego Adam Negral Darski. Długa jak noc chwila grozy, gdy myślę, że zaraz poleje się krew (żal mi tej miłej prezenterki popularnej telewizji) ustępuje miejsca bezgranicznemu zdumieniu, gdy dostrzegam w niedalekim pobliżu Andrzeja „Piaska” Piasecznego. Wszyscy radośnie uśmiechają się do mnie z niewielkiego ekranu kuchennego telewizorka i usiłują nakłonić mnie do regularnego oglądania nowego show ze swoim udziałem.

Minęło trochę lat, odkąd zawiesiłem na kołku skórzaną kurtkę i ściąłem długie włosy, ale pamięć mam jeszcze, nie narzekam, niezgorszą. Nie przypominam sobie jednak, by któryś z moich mocno zbuntowanych muzycznych idoli robił coś podobnego, co Nergal. Tymczasem świat musiał dokonać wielkiej wolty, bo lider heavy metalowego Behemota, któremu podczas koncertów Biblia pali się w dłoniach, próbuje nawracać rzesze wiernych „You can Dance” i „Mam talent”, miliony wyznawców Mostowiaków, Boskich i Lubiczów na „Voice of Poland”. Szatański to plan, zaprawdę! Potrafiłem jeszcze zrozumieć, dlaczego spotyka się z Dodą – wszak mówią ludowe przysłowia: „Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”! Ale Doda to pikuś. Nosić będę długo w pamięci to, jak uroczo zamartwiała się chorobą ukochanego i woziła do szpitala gorący rosołek, by przywrócić Złu zdrowie. I doczekała się! Adam wrócił do żywych, bynajmniej nie w skórze zombi, chociaż to, co uczynił królowej popu, było bestialskie. Nie dość, że posłał ją do samego diabła, to jeszcze wyczarował sobie klona uroczej Doroty! Atutem nowej partnerki Nergala nie jest uderzające podobieństwo do Dody, ale to, że studiuje filozofię i pewnie uwielbia Nietzschego! Nie mam więcej pytań.

Mili czytelnicy. To, że pan Darski jest emisariuszem Sił Brudnych, to chyba jasne. To, że ktoś pozwala się takiemu nieświeżemu emisariuszowi pokazywać publicznie i w telewizji, to jednak poważne uchybienie. Trudno bowiem spodziewać się, by ów nie poplamił krzeseł, foteli czy kanap, na których się rozsiadł w swym nieczystym odzieniu. Telewizja została skażona. Nie oglądajcie jej więcej. Wracajcie do książek! Zapowiadam Wam sprawdzian ze starożytności.
18-12-07 18:14
Poetka domokrążka

Siedzimy w Gabinecie Absurdu, którym jest zamknięte pomieszczenie, gdzie gromadzą się styrani doświadczeniem zawodowym nauczyciele. Jest duszno i parno, w powietrzu wisi siekiera. Pani Mariola opowiada o uczennicy lat 17, która od siedmiu miesięcy nie dostała okresu (wiem o tym z zaufanego źródła, podkreśla pani Mariola), a jej brzuch wygląda jak kosz, w którym utknęła - rzucona niewprawną ręką amatora koszykówki - piłka. Domyślam się, piekąc wstydliwego raka, przyczyn tej otyłości. Niestety mniej lotna w tych sprawach pozostaje matka dziewczęcia.
- Pani córka jest w ciąży – relacjonuje przebieg rozmowy z nią pani Mariola.
- To niemożliwe.
- Od siedmiu miesięcy nie dostała okresu, wiem o tym z zaufanego źródła.
- Świadczyć to może tylko o zaburzeniach hormonalnych, niemożliwym jest, żeby była w ciąży.
- A brzuch, jak pani wytłumaczy fakt obecności brzucha?
- To wzdęcia!
- Dlaczego upiera się pani przy tym, że niemożliwym jest, żeby była w ciąży?
- Bo nie rzygała.
Pani Mariola zawiesza głos. Oto koniec jej opowieści. Tutaj, jak mniemam, zaczyna się nasza rola. Musimy wesprzeć radą panią Mariolę, której trudna sytuacja dotknęła nas do żywego. Żeby podkreślić swoje zaangażowanie w przebiegu nieszczęścia, wyłamuję palce w stawach, załamuję ręce w łokciach, przecieram ze zdumienia oczy. Wszyscy wokół wykonują podobny zestaw zaangażowania. Jest ciężko, nad naszymi głowami waży się los pani Marioli.

Na szczęście z opresji wybawia mnie pani sekretarka, której uprzejmy głos wyrywa mnie z głębokiej depresji i Gabinetu Absurdu. Na korytarzu czeka na mnie dziewczyna, młoda kobieta właściwie, która usilnie zabiegała o spotkanie ze mną jeszcze w minionym tygodniu, kiedy cieszyłem się ciągle urlopem. „Poznajesz mnie?” pyta uprzejmie, na co ja, równie uprzejmie, kłamię, że owszem, jak mógłbym zapomnieć o kimś tak zjawiskowym. „No, to dobrze, bo widzisz, ja wydałam zbiorek poezji i przyszłam Ci go sprzedać. Pięć złotych kosztuje”. Teraz dopiero miarkuję, w jakiej znalazłem się sytuacji, a tomik już trzymam w ręku, już obracam nim na wszystkie sposoby, już parzy mnie w opuszki palców i piecze pod samym sercem myśl o tym, że podeszła mnie tak bezwzględnie, że wykorzystała moment, aby podrzucić jak jajko ów płód swej myśli. „Znajdziesz tu wiersz, który Cię niegdyś oburzył, a potem zrozumiałeś go, ale dopiero przy drugim czytaniu”. Teraz już wiem, przypominam sobie tę studentkę, która kilka lat temu przychodziła na moje zajęcia czytać mi swoje wiersze i że wierszy tych ni w ząb nie pojąłem albo mi nie przypadły do gustu. Może byłem głupi, za krótko byłem w zawodzie, może za mało praktyki? Ale jeszcze próbuję się bronić przed kupnem, symuluję, że szukam portfela, ale że może go nie mam. A ona stoi. Stoi i czeka. Śledzi ruch mojej dłoni, tej wolnej, tej, w której nie mam jej książki i czuję, że wie, że wie, gdzie mam portfel. Że jest pod sercem, w wewnętrznej kieszeni marynarki. I sam już czuję, jak puchnie, jak się wybrzusza i każe się wyjąć. Jeszcze myślę, że nie będę mieć w nim pieniędzy, ale – jak na złość – przygotowałem sobie tam drobne na papierosy i kawę. I oto są. Wyciągam je wolno, odliczam skwapliwie, oddaję. „Podpiszesz mi się?” – pytam, gdy widzę, że zamierza mnie oszołomionego porzucić pośrodku korytarza. „Nie wzięłam pióra”.

Kawy się nie napiję. Bez papierosów mi nie smakuje.

01-09-07 15:41
Manifestacje poetyckie AD 2007

Manifestacjom warszawskim w zasadzie nie brakuje niczego. Oczywiście jeśli pominąć pewne obsuwy organizacyjne i przy założeniu, że ma się do czynienia ze ściśle prywatnym odczuciem Szycia, zwierzęcia piszącego, którego cechuje niewielka zdolność adaptacyjna do zgromadzeń stadnych. W każdym spędzie „masowym” znajdzie się wszak okazja do kameralnych spotkań w gronie zwierząt poetyckich i to Szyciowi podoba się bardzo.

Spotkanie I.

Zdawać by się mogło, patrząc z perspektywy Szycia, że przy cykliczności imprezy Manifestacje mogłyby stać się doskonałą lekcją poglądową na temat przemijalności i upływu czasu, także ewolucji pokoleń literackich. Oto bowiem stajemy się, z roku na rok, świadkami przyrostu naturalnego w zagrodach zwierząt poetyckich, czego świetnym przykładem twórczość pozaliteracka Asi Mueller i Darka Pado (każdego z nich we własnej zagrodzie, rzecz jasna). Pozostając miłośnikiem obojga, Szyciu będzie się cieszyć, że świat jego idoli dojrzewać będzie w zdrowiu i harmonii, czego życzy z całego serca szczęśliwym rodzicom ich raczkujących Sukcesów.

Spotkanie II.

Szyciu dziękuje Igorowi za pełne napięcia i dramatycznych zwrotów akcji opowieści, w których ich bohater, niczym kafkowski aresztant, zmierza się z biurokracją sejmowych korytarzy, staje się nagłośnieniowcem Eweliny Flinty oraz Krzysztofa Daukszewicza, w zamian za co ten pierwszy odwzajemnia się snującym się mgliście thrillerem o zmianie miejsca pracy.

... ...

Spotkanie XI.

Gorące podziękowania Szyciu składa na ręce Organizatorów Manifestacji, Beaty, Asi i Tomka, bez których wyjazd Szycia do stolicy zapewne nie doszedłby w tym roku do skutku.

Wszystkie spotkania na: www.szycownik.bloog.pl
Zapraszam serdecznie.

29-08-07 20:03
belfrowskie komentarze do wydarzeń literackich, książek poetów młodych i najmłodszych oraz życia szycia, a także szkic o ruchu literackim na śląsku po roku 1945 (w planach) i galerię zdjęć różnych zamieściłem na stronie szycownik.bloog.pl. zapraszam serdecznie
10-08-07 15:15
Rzecz o wyższości spryskiwaczy niemieckich nad spryskiwaczami polskimi

Siedzimy, rodzinnie, na wsi, w ogrodzie Ojca. Jest środek lata. Słońce praży, wiatr nie wieje, deszcz nie pada. Asia, która jest zgrabną nastolatką i córką mojej kuzynki, w tej chwili zaledwie w stroju kąpielowym, spryskuje się wodą z plastikowej butelki z równie plastikowym spryskiwaczem, powtarzając jak mantrę słowa: teraz jestem wilgotna i jest mi dobrze, chcesz, wujku, to cię trochę opryskam, albo nie, ty mi to zrobisz lepiej. Dziękuję, odmawiam, uciekam do innej rozmowy.
A rozmawiamy o rzeczach błahych, na przykład o hodowli warzyw i wyższości spryskiwaczy niemieckich nad spryskiwaczami polskimi. Mąż siostry mojego Ojca, który od piętnastu lat mieszka w Niemczech, twierdzi, że jego niemiecki sąsiad wyhodował takiego ogórka, z którego wyszedł tak wielki robak, że zjadł psa innego jego niemieckiego sąsiada. Ojciec w żartach lecz systematycznie nagabuje Babkę, żeby, do tego ogórka, kupiła zięciom butelkę wódki, co Edward, mąż drugiej siostry, konstatuje, że Babka nie może zawsze, wszędzie i wszystkim postawić. Zwłaszcza przy dzieciach. Zwłaszcza przy dzieciach! Przy pożegnaniu Asia raz jeszcze zwraca się do mnie w słowach: teraz już jestem sucha, możesz mnie, wujku, przytulić. Wodzę oczami dokoła, szukam pomocy, lecz wszyscy zamilkli, myślami będąc przy wielkim ogórze, robaku i psie oraz niemieckich sąsiadach Andrzeja. Być może także przy butelce zmrożonej wódki.
Zmęczony wracam z Agnieszką do domu rodziców, gdzie myślę: Czystość, Prawda i Piękno, a czuję, że rzeczy są brudne. Agnieszka namawia mnie, żebym wziął prysznic, dokładnie się umył, zwłaszcza sam-wiem-gdzie. Tu masz pidżamę – mówi. Brudną bieliznę włóż do woreczka.

19-01-07 09:48
Lunatycy

Śni mi się studniówka klasy, której jestem wychowawcą. Nikt mnie nie lubi, bo biegam od stolika do stolika i sprawdzam, czy aby nie pije się wódki. Ale wódka jest wszędzie: wódka jest w herbacie lipton i w kawie tchibo, wódka jest w niewinnym soku jabłkowym i butelkach z coca-colą, jest wreszcie także w wódce, groźnie chlupoce w szkliwie opatrzonym etykietą przodującej gorzelni krajowej. Tę wódkę wypijam, żeby nie dopuścić do upojeń młodzieży, a pozostałą, tę w soku jabłkowym i coca-coli, w herbacie lipton i kawie tchibo ukradkiem wynoszę do auta. Aż wreszcie ktoś, komu ta usilna prohibicja zupełnie nie przypadła do gustu, dzwoni na policję. Po chwili z drzwi radiowozu wysiada Wojtek Brzoska z zamiarem aresztowania mnie. Jest zdegustowany tym, co wyczyniam, zaprasza mnie do poloneza, na co mu odpowiadam, że już tańczyłem, poprawnie nawet, a potem próbuję przekupić go tym, co mam w aucie. Okazuje się jednak, że w samochodzie są tylko soki jabłkowe, coca-cola, oraz wypełnione herbatą lipton i kawą tchibo porcelanowe kubeczki. Pod pretekstem usiłowania kradzieży kubeczków porcelanowych ląduję na komisariacie, gdzie przesłuchuje mnie moja żona. Z kieszeni marynarki, którą zdjąłem, bo się zrobiło gorąco, wyciąga osiem czerwonych podwiązek maturzystek, które jakimś cudem się tam znalazły i robi się jeszcze goręcej. Nie jest dobrze, lecz mogło być gorzej, ale w drzwiach pojawia się Darek Pado w koszulce supermana, na którą narzucił adwokacką togę, który – zwracając się do Agnieszki - mówi, że sprawa rozwodowa nie potrwa długo, a do mnie, że jeśli pójdę na pewien układ, uwolni mnie od zarzutów o kradzież. Zgadzam się i chwilę później jedziemy na spotkanie autorskie, gdzie mam wygłosić wykład na temat szkodliwości alkoholu. Jest tam już cała moja klasa wraz z rodzicami, dyrekcją i kuratorem oświaty. Jest także pan Minister Edukacji, ale jest tak wysoko, jakby był witrażem w gotyckim kościele, i nie widzę jego twarzy, przez co nie mogę się rozeznać, w jakim jest dzisiaj nastroju. Potem mówię szybko i płynnie, jak z nut, i niebawem zaczynam śpiewać. Śpiewam „Lunatyków” Dżemu tak pięknie, że wszyscy płaczą wzruszeni, a ja przestaję wierzyć w to, co przed chwilą mówiłem. Potem wymykam się z tego snu i śnią mi się znowu jelenie na rykowisku. Nie wiem, jak skończył się tamten sen, bo się obudziłem.

13-01-07 19:34
Jan Chryzostom Pasek spisuje wspomnienie nocy sylwestrowej roku pańskiego, kiedy był Jasiem.

Śnił mi się Sylwester sprzed lat… Sen musiał nas dopaść znienacka. Z Nienacka ? - pyta ów, na którego boczusiu spoczęła głowa moja obolała jak obol. Najwyraźniej nie zrozumieliśmy się, zresztą nic nie było wyraźne o tej porze wczesnej, niejasnej, kiedy tępy ból korodował nam czaszki, a przez gardła jak przez szyjkę klepsydry przesypywał się piasek. Działo się zatem, oj, działo! Tań-ce i swa-wo-la, tań-ce i swa-wo-la…Jeszcze szumią mi w głowie oceany niespokojne, choć przecież leżę na rozżarzonej blasze piaszczystego brzegu i wszędzie, gdziekolwiek nie spojrzeć, daleko. Wyspa jest ludna, lecz jakby martwa, usypana trupami. Czyśmy się o jakie skały nieprzyjazne rozbili a słony nurt wyrzucił nas tutaj ledwie żywych ku ocaleniu? I nagle pojąłem, i dotarło do mnie, co stało się wczoraj i gdzie się mogę znajdować. Ot, nowy rok, pusty jak szkło po bolsie. Gdzieś na horyzoncie majaczy statek, stateczek-stół, jeszcze wczoraj zastawiony jak się należy: mięsiwkiem oraz płynami, na którym teraz spodziewam się znaleźć miłosierdzie i pomoc - łyk wody pitnej. Lecz znajduję go, ach, po wielkich trudach i wyrzeczeniach – stół rzeczony, rzecz jasna - splądrowanym, zbezczeszczonym i zohydziałym. To, co jeszcze wczoraj krzepiło, dziś krzepnie w gęstej breji czegoś, o czym wolałbym zmilczeć o tej porze suchej lecz lepkiej. Czuły wartownik, stołu tego kapitan ostatni, ktoś, kogo w pierwszej chwili nie rozpoznałem, poglądając na mnie znad blatu rękę w tej breji zanurzył i gmerał. Gmerał mozolnie! I rękę z breji wyciągnął, wyciągając w niej płytę CD z przebojami Krawczyka lub Bajmu. Krzysztofa Krawczyka. „Rozgość się, częstuj” - krzyknął przez sztorm – „Zimna płyta”.

30-12-06 18:41

Rok minął tak szybko, że nie zdążyłem się nawet zorientować, iż można było zachorować, złapać przeziębienie, zaniemówić, zaniewstawać, zaniechodzić. Na szczęście nie zaniemyśleć, choć może ocena ta – nader chyba optymistyczna , gdyby jej baczniej się przyjrzeć, okazałaby się niesłuszną. Może zaniemyśleć byłoby właśnie rzeczą najrozsądniejszą. Bądź co bądź świąteczny czas minął już był bezpowrotnie, a ja – złośliwy los chciał, żebym poszedł na pasterkę bez czapki i do tego w półbutkach, półbucikach zaledwie – pogrążyłem się w chorobie. Nie to jest jednak najgorsze, bo ta okazała się być na tyle znośną, że w zamian za nadwyżkę ciepłoty ciała nie odebrała mi świadomości ducha. Mogłem zatem, niczym basza, wylegując się w łóżku książki czytać, filmy oglądać a do tego grzańca popijać celem kuracji. I gdyby nie wspomnienie wigilii narodzenia pańskiego, nic by się na mnie cieniem nie kładło, do poduszki nie przygniatało jak worek mąki. Rodzinna była to bowiem wigilia i ja rodzinnym... more >>

Szycki
fot. A.Lekszycka


P.Lekszycki: "wiersze przygodowe i dokumentalne". "Kartki", Białystok 2001.
P.Lekszycki:"Grupa Na Dziko. Socjologia i poetyka zjawiska". Ego, Katowice 2001.
P.Lekszycki:"Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie". Korporacja Ha!art, Kraków 2005.
P.Lekszycki, P.Sarna: "Ten i Tamten". Instytut Wydawniczy "Świadectwo", Bydgoszcz 2000.
"Wiersze przebrane" - dodatek książkowy do "Opcji". W sieci sprzedaży (Empik) od lipca 2010 r.






Hosted by Onyx Sp. z o. o. Copyright © 2007 - 2020  Fundacja Literatury w Internecie